filmy

O mnie

Moje zdjęcie
Orzesze, Śląsk, Poland
Życie jest cudowną drogą,której piękna nie może przysłonić nawet największa klęska.Cudowność tej drogi wynika z tego,że krzyżuje się ona z innymi. Innymi drogami innych ludzi.Dlatego najpiękniejsze są te skrzyżowania...Jestem psychologiem ,stypendystką ZUS-u , ale nadal aktywną zawodowo.Kocham podróże,podczas których najbardziej fascynują mnie inni ludzie. Moja muzyczna fascynacja od zawsze -Ewa Demarczyk, Cesaria Evora, bez nich byłabym innym człowiekiem. Fotografuję kapliczki, gdziekolwiek jestem...święci, tradycja, splatana z przyrodą , to też moje widzenie świata. Nie martwię się czasem, albowiem - jak pisała Agnieszka Osiecka - młodość może nas jeszcze dopaść, jak katar kataryniarzy a mnie dopadła w dobrym momencie, dlatego wciąż mi się wydaje ,że jeszcze wszystko przede mną...

piątek, 27 grudnia 2013

Ceramika Artystyczna Art-El Elżbiety Telatyńskiej w Dobkowie

Jeśli kiedykolwiek zabłądzicie w dolnośląskie, to koniecznie zaglądnijcie do Dobkowa ,
miejscowości położonej wśród gór, z dala od miejskich ośrodków.
w celu powiększenia zdjęć, wystarczy kliknąć na nie :)
 Zachowana w całości łańcuchowa zabudowa wsi 
tworzy specyficzną atmosferę sprzyjającą działalności
 regionalnych artystów.Jednym z nich jest Elżbieta Telatyńska
strona Elżbiety na fejsie


Dzięki mojej kochanej Kazi ,którą dobrych kilka lat temu poznałam dzięki  internetowi, 
odwiedziłam  pracownię ceramiczną Elżbiety, artystki mieszkającej w Świerzawie a tworzącej właśnie tu w Dobkowie.
"Od zawsze miałam potrzebę tworzenia, ale dopiero po osiągnięciu wieku dojrzałego znalazłam czas na realizację swoich marzeń. Glina to materiał, który uspokaja, pobudza wyobraźnię, daje niesamowitą radość tworzenia"
Elżbieta niezwykle skromna i ciepła osoba ,za artystkę absolutnie się nie uważa.Choć ceramiką zajęła się stosunkowo późno, to dziś jest to prawie jej sposób na życie.Bywalcy Izerskich Jarmarków Rękodzieła i Sztuk Wszelakich, bezbłędnie rozpoznają jej prace, bo są jedyne, niepowtarzalne i nie do podrobienia.
 Elżbieta najlepiej czuje się w ceramice użytkowej.Jak sama mówi, nie ma identycznych naczyń, w każde wkłada swoje serce, pasję i zioła  z okolicznych łąk.Każdy kubek ma swoją historię.W pracowni można złożyć indywidualne zamówienie .Proszę jeśli spodobały się Państwu wyroby Elżbiety  
kliknijcie tu :)
 W pracowni Elżbiety zadomowiły się Anioły.Mają charakterystyczne twarze
z przymkniętymi powiekami, których wyraz podkreślają cienie malowane po glinie tlenkami.



 























 Żegnamy się z Elżbietą tak ,jak z dobrą znajomą, bogatsi o kolejne wspaniałe spotkanie, z prezentem urodzinowym dla mojej wnuczki Paulinki,

kubkami dla nas
i ?... Cudownym Aniołem  dla nas, od Kazi, tak od serca.

Kaziu, kochamy Cię.
Tak niewiele brakowało, a pasja Eli, nie ujrzałaby światła dziennego.
Historię tej fantastycznej dziewczyny można znaleźć na stronie tu :)

Ceramika Art-El
"Art-El-Ceramika Artystyczna" Elżbieta Telatyńska
59-540 Dobków 14
woj. dolnośląskie
Kontakt:
607208496 
lub 757134391

piątek, 1 listopada 2013

Wszystko w życiu ma swój czas...

Pamięci moich rodziców -Zofii i Józefa Kalinowskich.
W celu powiększenia zdjęcia, wystarczy kliknąć na nie

"Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, 
objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana,
 by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem.

Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, 
powiedziałbym 
"kocham cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.

Zawsze jest jakieś jutro 
i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, 
ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje,
 chciałbym ci powiedzieć 
jak bardzo cię kocham 
i że nigdy cię nie zapomnę.

Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. 
Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. 
Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, 
że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, 
w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, 
na jeden pocałunek, 
że byłeś zbyt zajęty, 
by przekazać im ostatnie życzenie..."

teledysk ze strony
TheZakopower



sobota, 19 października 2013

Skuterem po Krecie -dzień pierwszy.cz.V- Moni Preveli i wąwóz Kourtaliotiko

Za wąwozem Kotsifou , od głównej drogi odchodzi boczna , która pnie się do tradycyjnej górskiej wioski Mirthios, położonej malowniczo na stokach gór Kouroupa, kilka km od południowego wybrzeża.

w celu powiększenia zdjęć wystarczy kliknąć na nie-relacja z siodełka motoru:)


 Wioska ma labirynt brukowanych uliczek i schodków , stare domy i maleńkie tawerny specjalizujące się w kuchni kreteńskiej.



 Niestety, nie możemy pozwolić sobie na zwiedzenie wioski, zbliża się wieczór, do domu daleko, a przed nami jeszcze klasztor Preveli, więc mijamy kolejną wieś Mariou, z siodełka naszego mopa, kolejne zdjęcia





































Opuszczony stary klasztor Kato Moni Preveli. Pozostały tylko ruiny. Są doskonale widoczne z głównej drogi. Monastyr Kato Moni Preveli powstał w XV wieku, a w XVII wieku kreteńscy mnisi przenieśli się 4 km poniżej, chcąc być bliżej morza Libijskiego z widokiem na wyspę Gavdos, która to jest najbardziej wysuniętą na południe , zamieszkałą część Europy.
zdjęcia z siodełka motoru, stąd jakość byle jaka :)
widoczny kościół św.Jana Chrzciciela






Wreszcie docieramy do klasztoru , wstęp 2,5 ero.Istotną  datą dla klasztoru jest dzień   8 maja kiedy to obchodzi się święto patrona patrona tego kościoła Jana Teologa.Pisząc ten post, posiłkuję się wiadomościami z przewodnika Pascala -"Kreta i Santorini".
Przez wieki istnienia monastyr zapisał się jako ośrodek kulturalny i duchowy a przede wszystkim, jako ognisko ruchu oporu przeciw okupantom.Najsłynniejszym epizodem w dziejach klasztoru, były wydarzenia z 1941 r.Po przegranej bitwie o Kretę opat Agathonos ukrywał w klasztorze alianckich żołnierzy a następnie zakonnicy pomagali w ich ewakuacji z palmowej plaży.W odwecie hitlerowcy zniszczyli Dolny Monastyr a Górny splądrowali.


















W muzeum klasztornym są przechowywane cenne ikony, między innymi św.Jana Ewangelisty z XIII w. czy Chrystusa Króla z 1750 i inne przedmioty.Niektóre, jak cudowny XVIII wieczny krucyfiks zrabowany przez hitlerowców , cudem powróciły do klasztoru.
 Nie wolno było fotografować, nawet bez fleszu, więc nieświadomi zrobiliśmy tylko to jedno zdjęcie. 









Z okazji 60 rocznicy bitwy o Kretę na skalnym tarasie przy monastyrze, odsłonięto pomnik.Obok marmurowego obelisku widnieją brązowe postaci alianckiego żołnierza i zakonnika z karabinem.







 








W drodze powrotnej , niedaleko klasztoru mijamy XIX wieczny most nad rzeką  Megalou Potamou.Niestety, nie udało mi się sfotografować taniec gęsi, które skusiły jak widać pana, robiącego im zdjęcia.

Gdybyśmy wiedzieli co nas za chwilę czeka, myślę, że być może nadrobilibyśmy kilka kilometrów, by ominąć kolejny  wąwóz wiatrów-wąwóz Kourtaliotiko. Nazwa wąwozu wywodzi się od słowa kourtala-klaskanie w ręce(miejscowy dialekt).Słychać wyraźny pogłos, jakby ktoś głośno klaskał w dłonie.Oj działo się działo, nasz motor, choć pojemność 150 dcl, tańczył na stromej szosie jak baletnica.Zdjęć niewiele, bo nie mogłam utrzymać aparatu w ręce.Tak silne podmuchy wiatru, że canion Kotsifou to przedszkolaczek przy sile tego wiatru.
 zdjęcia fatalne, nie mogłam utrzymać aparatu, wklejona zresztą w kierowcę, by , mimo słusznej wagi, nie spaść z siodła.









 Teraz jak wspominam tę niesamowitą przeprawę przez wąwozy, sądzę, że powtórzyłabym przygodę raz jeszcze.Tyle emocji dostarczyła nam jazda, oprócz nas na drodze ani jednego skutera, mijały nas pojedyńcze sztuki aut z wypożyczalni.

Po 20 docieramy do Sfakaki.Był to niezwykle emocjonujący "pierwszy raz".Jutro dzień drugi.Czas wytyczyć trasę.Szkoda, że motor nie ma licznika kilometrów, przypuszczam, że przejechaliśmy lekko 200 km.Z północy na południe wyspy, od Morza Kreteńskiego po Morze Libijskie.Ahoj przygodo!!!