filmy

O mnie

Moje zdjęcie
Orzesze, Śląsk, Poland
Życie jest cudowną drogą,której piękna nie może przysłonić nawet największa klęska.Cudowność tej drogi wynika z tego,że krzyżuje się ona z innymi. Innymi drogami innych ludzi.Dlatego najpiękniejsze są te skrzyżowania...Jestem psychologiem ,stypendystką ZUS-u , ale nadal aktywną zawodowo.Kocham podróże,podczas których najbardziej fascynują mnie inni ludzie. Moja muzyczna fascynacja od zawsze -Ewa Demarczyk, Cesaria Evora, bez nich byłabym innym człowiekiem. Fotografuję kapliczki, gdziekolwiek jestem...święci, tradycja, splatana z przyrodą , to też moje widzenie świata. Nie martwię się czasem, albowiem - jak pisała Agnieszka Osiecka - młodość może nas jeszcze dopaść, jak katar kataryniarzy a mnie dopadła w dobrym momencie, dlatego wciąż mi się wydaje ,że jeszcze wszystko przede mną...

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Wiedeń 2015 -jarmark świąteczny

Od połowy listopada do Świąt Bożego Narodzenia Wiedeń zaprasza na
(klik w napis) przedświąteczne jarmarki. 
Nadeszła "wielkopomna chwila " i jadę .Pierwszy raz na jarmark i to w  dodatku "zagraniczny".Nie należę do skowronków, więc pobudka ciut po 4 rano nie należała do przyjemnych, zwłaszcza jak położyłam główkę do poduchy grubo po północy ;) Wyjeżdżamy z Rybnika o 6 rano.Jest 12 grudnia, z nieba lecą "żaby", brzydko, zimno, mgliście.Po co mi to było.Kto  mnie zna, wie dobrze, że przechodzi mi dyskomfort już po pierwszej minucie, gdy za oknem  pojawiają się nowe krajobrazy.Nic i nikt nie jest mnie wtedy  w stanie wyprowadzić z równowagi.
Verweile doch! Du bist so schön!
(chwilo trwaj, jesteś piękna)
Pozycja startowa w autokarze idealna, miejsce w pierwszym rzędzie po prawej, jakoś sama włącza się migawka aparatu i zatrzymuje chwile...
po kliknięciu w zdjęcie , otworzy się w rozmiarze XXL 
                                                         Czechy
 



w głębi Conchita Wurst  










Po prawie pięciu godzinach jesteśmy w Wiedniu.Czeka tam na nas urocza, dowcipna Polka Joanna.
Kilka zaledwie chwil  w autobusie, pada komenda na prawo i na lewo,
 główki pasażerów same lecą ,
by zobaczyć jak najwięcej i wreszcie stop!Wysiadka

.


Oczom ukazuje się on, znany mi z widokówek i googli a teraz widzę go na własne oczy.(klik w napis poniżej)
(bello (piękny) i vedere (widok))
rzeczywiście , określenie pasuje jak ulał.



 Przewodniczka opowiada o obiekcie a ja na moment myk przed Belweder ,
bo tam wioska  bożonarodzeniowa.Niestety, pozostali uczestnicy wycieczki nie mieli tej możliwości, wybrali bowiem opcje słuchacza :) a potem juz nie było czasu , bo rozpoczyna się gonitwa po obiektach, które każdy turysta zwiedzić powinien .U mnie ten galop po Ringstraße( ma długość 5,3 km)"zaowocował " przede wszystkim gwoździem w bucie, który nie wiedzieć dlaczego, właśnie "wylazł" w okolicy  śródstopia.Ale dałam radę , mimo, że później przez blisko tydzień  'dochodziłam' do stanu używalności. 
Nie będę zanudzała opowieścią o historii obiektów ,bo to każdy znajdzie sobie w necie. ale rozgadam się o  tym ,co widziałam, gdzie byłam, dość , że obiecałam sobie , że jeszcze tu wrócę ale już na dłużej.To piękne miasto, ale nie sposób bez uszczerbku dla miasta i moich części ciała ;)  zobaczyć go na własnych szłapach (nogach )przez kilka godzin.
Można tu ponoć posłuchać arii operowych, chórów dziecięcych i gospel.Dla dzieci karuzela i ciuchcia.





Jarmark przed Belwederem zaliczony.
Każdy jarmark adwentowy, jak się później dowiem od swojego prywatnego przewodnika, bywalca i pilota wiedeńskich jarmarków  , ma swój własny wzór kubka na glühwein lub ponch.Mnie najbardziej podobał  się kubek w kształcie serca z wizerunkiem ratusza kupiony  oczywiście na placu Ratuszowym .
Ten spod Belwederu też był całkiem, całkiem
Co chciałam spróbować na jarmarku?Przede wszystkim grzanego winka.
 Okazuje się,że jest tego kilka rodzajów. Poza tym najbardziej znanym -korzennym są też smakowe.Pachną jabłkiem, cynamonem, jagodą ,jeżyną , porzeczką Trzymam się  tradycji, która wlezie mi do głowy jak nigdy dotąd.
Może spowodowało to zmęczenie, może nadmiar wrażeń, ale ledwo trzymam się na nogach.Po jednym kubeczku ?  Mogłam spróbować ponczu.Do wyboru do koloru.Cena  3-4 euro plus 3  zwrotna kaucja za kubek. Ten belwederski oddaję ,zatrzymam ten spod ratusza.Tymczasem upojeni historią Belwederu wraz z Joanną wychodzą przed pałacową bramę , by wsiąść do autobusu.Kilkuminutowa jazda i wysiadamy tuż przy 


To tu mieści się niesamowity dom  znany chyba wszystkim odwiedzającym Wiedeń to(KLIK W NPIS)  Hundertwasserhaus
Autorem projektu tego nietypowego domu jest znany austriacki architekt (klik w napis)Friedrich Stowasser znany szerzej jako Friedensreich Hundertwasser.Pierwsze skojarzenie , patrząc na ten bajkowy dom, to Gaudi,Barcelona, Casa Mila czy Casa Battlo.

W domu jest 52 mieszkań komunalnych, cztery biura, szesnaście prywatnych i trzy komunalne tarasy. Do budowy zalesionych tarasów zużyto 900 ton ziemi. W całym budynku rośnie 250 drzew i krzewów (więcej, niż mieszkańców!) Niestety nie można wejść do domu, w którym falujące podłogi i niesamowita roślinność na dachu robią spore wrażenie.




Tuż obok kamienicy galeria handlowa.
 
cztery pory roku  




Zanim się obejrzałam , powrót do autobusu i podjeżdżamy kawałek w okolice katedry św.Szczepana.Kolejny marsz, grupa osiemdziesiąt kilka osób pędzi za przewodniczką , nie ma nawet możliwości zatrzymać się , by zrobić porządne zdjęcie.Strzelam więc z rąsi, nie wiem, co wyjdzie i biegnę za naszymi.






                 i wreszcie jest -serce i dusza Wiednia-(klik w napis)
katedra św.Szczepana
Bardziej niż historią katedry, o której czytałam wcześniej w necie, jestem zainteresowana scenkami rodzajowymi przed katedrą .











Dochodzimy a właściwie niektórzy (czyli ja) dobiegamy do pasażu miejskiego , dostępnego tylko dla pieszych.To( klikw napis)    Graben -  jedna z najbardziej eleganckich handlowych ulic Wiednia.

 Fontanna św.Leopolda
 
 Tuż obok fontanny,na własne oczy widzę kolumnę morową
o której czytałam w necie.


Ta barokowa kolumna Trójcy Świętej wzniesiona została przez Leopolda I 
na pamiątkę ocalenia go od  epidemii dżumy  w 1679 r

 Kątem oka łapię  Kościół św. Piotra 
To jedna z najciekawszych barokowych świątyń w mieście.
Niestety, nie ma ani minuty by się zatrzymać , pilnuję kolorowego szalika przewodniczki, zerkając na luksusowe sklepy mijane w pędzie.


Zauważam w głębi uliczki kąsek pałacu Hofburg
                                      ( (der Hof - dziedziniec; die Burg - zamek) )
To kolejny punkt zwiedzania

Hofburg to nazwa kompleksu budynków, które przez siedem stuleci były siedzibą królewskiego rodu Habsburgów


Wejście do pałacu umieszczone jest od strony Placu św. Michała, na którym odsłonięte są wykopaliska  z czasów starożytnego Rzymu.

                                        postój fiakrów przed pałacem

Pod kopułą Michała, znajduje się muzeum Sisi, 
kolekcja sreber i apartamenty królewskie.
                                     poniżej pomnik cesarza Franciszka II Habsburga
Poniżej zbudowany w latach 1871 - 1913 na planie łuku "Nowy Hofburg", w którym mieści się biblioteka narodowa, a w niej muzeum papirusu.
Za Bramą Szwajcarską z 1552 roku 
(zdjęcie poniżej) znajduje się Schatzkammer       (skarbiec)
                        Na placu stoi pomnik Józefa II syna Marii Teresy.

Koniec pałacowej przygody, czas na następny punkt programu.
Mijamy kościół Augustianów,na ścianie którego jedyny ślad naszego króla
Jana III Sobieskiego.
To w tym kościele po zwycięskiej bitwie Jan III Sobieski zaintonował Te Deum.
Na ścianie skromna  tablica z podobizną króla z napisem w języku niemieckim: "Jan III Sobieski Król Polski, główny dowodzący zjednoczonych armii wziął udział we mszy Świętej 13 września 1683 roku po wyzwoleniu Wiednia od oblężenia.I tylko tyle...Austriacy nie docenili wkładu naszego Janka w odsieczy wiedeńskiej.
                                Nie mogłam oprzeć się jego urokowi :)
Nasza przewodniczka Joanna przechodzi samą siebie.
                          Przed nami jeszcze jedna atrakcja (klik w napis)to
galeria założona w 1768 r.  przez księcia Alberta Sasko-Cieszyńskiego i jego żonę arcyksiężnę Austrii Marię Krystynę, jest jedną z największych na świecie kolekcji grafik.
                                                  i  Opera Wiedeńska


                               Zaglądamy na moment do ogrodów Albertiny


pomnik na Albertina Platz 
Pomnik powstał w latach 1988-1991 dla upamiętnienia ofiar reżimu nazistowskiego w Austrii ( 1938-45 ) i zabitych w nalotach w 2 wojnie światowej.
Zbliża się godzina pietnasta.Gros wycieczkowiczów ma wykupiony za 12 euro obiad, ja jak zwykle "solistka",zamierzam zaliczyć kolejny jarmark położony na placu Am Hof  blisko kościoła Dziewięciu Chórów Anielskich.Nie ma tu większych tłumów,swobodnie można delektować się świąteczną atmosferą .
                                             

 W powietrzu unosi się zapach   kandyzowanych owoców i grzanego wina.
Stoiska z ponczem ,pieczonymi kasztanami i ziemniakami kuszą turystów i miejscowych.Wypijam gorącą czekoladę , pal licho kalorie :)



                            Zauważam naszą ceramikę z Bolesławca.


 Zostało jeszcze trochę czasu do umówionego spotkania z grupą "restauracyjną",
wracam do katedry św.Szczepana.Chcę wejść do środka.Wstęp do kościoła jest bezpłatny, jeśli ktoś chce obejrzeć go z perspektywy chóru, musi już zapłacić Dzisiaj udostępniana do zwiedzania była jedynie lewa część nawy głównej.


Przyjadę tu z pewnością w innym okresie, gdy nie będzie, mam nadzieję , takiego natłoku zwiedzająch.Pędzę na umówione spotkanie z grupą "restauracyjną",zapada zmrok, oszołomiona ferią  świateł ,boję się , że spóźnię się na miejsce zbiórki.
Ulica tętni życzem, tu pieczone kasztany, tu muzykujący seniorzy (podejrzałam osło-konika) 

 

 
 Po dwudziestu minutach intensywnego marszu docieramy pod ratusz.
Na tę chwilę czekali wszyscy uczestnicy wycieczki.Mają raptem niespełna 2 godziny  na wtopienie się w atmosferę świątecznego jarmarku.
Jestem oszołomiona gigantycznych rozmiarów budowlą.
Wokół  ratusza  150 stoisk, tzw sztandów, na których  można zaopatrzeć się nieomal we wszystkie świąteczne produkty, zarówno te żywnościowe jak i ozdoby.Nastawiłam się na świąteczną pozytywkę . Niestety,ceny przyprawiły o zawrót głowy.Ta najtańsza i najmniejsza kosztowała 115 euro.









                         Piękne bombki, cena też , bagatela 250 eurosków.Za jedną ...









                               atrakcja dla dzieci, przejażdżka kucykiem





                                       gorące kasztany za 2,50 euro











Drzewa otaczającego go parku ratuszowego są pełne świątecznych dekoracji
 i toną w morzu światełek. 

 Obeszłam cały jarmark i park wokół z nadzieją , że spotkam gdzieś szopkę czy jakiekolwiek elementy religijne związane z Bożym Narodzeniem.Nie słychać tu kolęd, jedyny element to świąteczny domek i rodzinka wygrywająca świąteczne piosenki.Udało mi się nagrać kilkuminutową prezentację
klik w trójkącik poniżej 



Po tej muzycznej dawce funduję sobie  gorący poncz w kubeczku, o którym wspominałam na początku postu.Jakież moje rozczarowanie, poncz okazuje się niskiej jakości, próżno doszukać się tam procentów ,w dodatku letni za 4 euro.Zgroza!Płacę za kubek kaucję 3 euro i kubek przyjeżdża ze mną do Polski, by w rezultacie znaleźć się w rączkach  niepełnoletniej wnuczki ;)

Wiedeński Czar Adwentowy (Wiener Adventzauber) jakoś trochę przygasł...Może dlatego, że dziś w Wiedniu też deszczowo, mglisto i buro.Nawet dekoracje na drzewach, nie wiedzieć czemu lizaczkowe, serduszkowe nie przywodzą mi na myśl świątecznych akcentów.Wychodzi ze mnie stara maruda.Cofam to co napisałam .Było naprawdę super.
 Zbliża się godzina 19.Okazuje się , że autobus nie mógł parkować w okolicach ratusza i musimy pedałować kawał drogi do metra.Wysiadamy pod Praterem, który ma też swój "jarmark" .Stoisk nie ma , jedynie budki z ponczem.Niestety, nie było czasu na wypicie, a miałam ochotę na kolejny kubeczek z namalowanym Diabelskim Młynem.















Żegnana przez pana Amadeusza , obiecuję sobie powrócić do Wiednia,
ale już na dłużej.Przed nami kolejnych pięć godzin jazdy .Przyznaję , nie sądziłam,  że " kościotrup" (kręgosłup) da mi do wiwatu, nie mówiąc , błahostka :), 
o gwoździu w bucie.Jeśli ktokolwiek dotrwał do końca tej relacji, jestem mu bardzo wdzięczna, bo jak zwykle, jestem detalistka, nie potrafię selekcjonować zdjęć i prawie wszystkie "nacykane" znalazły się w tym poście.Macie jakieś wspomnienia związane ze świątecznymi jarmarkami ? A, zapomniałam napisać , że jedynym zakupem była przywieszka z kolorowym aniołkiem, kupiona , a jakże , dla mojej ukochanej wnuczki Poli.