filmy

O mnie

Moje zdjęcie
Orzesze, Śląsk, Poland
Życie jest cudowną drogą,której piękna nie może przysłonić nawet największa klęska.Cudowność tej drogi wynika z tego,że krzyżuje się ona z innymi. Innymi drogami innych ludzi.Dlatego najpiękniejsze są te skrzyżowania...Jestem psychologiem ,stypendystką ZUS-u , ale nadal aktywną zawodowo.Kocham podróże,podczas których najbardziej fascynują mnie inni ludzie. Moja muzyczna fascynacja od zawsze -Ewa Demarczyk, Cesaria Evora, bez nich byłabym innym człowiekiem. Fotografuję kapliczki, gdziekolwiek jestem...święci, tradycja, splatana z przyrodą , to też moje widzenie świata. Nie martwię się czasem, albowiem - jak pisała Agnieszka Osiecka - młodość może nas jeszcze dopaść, jak katar kataryniarzy a mnie dopadła w dobrym momencie, dlatego wciąż mi się wydaje ,że jeszcze wszystko przede mną...

niedziela, 16 stycznia 2011

225 km wrażeń

Arenal-Palma-Binissalem-Inca-Campanet -Selva-Lluc-Pollenca-Cap de Formentor-Alcudia-Can Picaford-Petra-Vilafranca de Bonany -Sant Jordi-Palma-Arenal



Dzisiejszy dzień był niezwykły, zarówno z racji pokonanych kilometrów,
miejsc, które mieliśmy szczęście zobaczyć , jak i pogody,
która płatała nam dzisiaj co rusz ,figla.
W Can Picaford o mało co, nie popłynęliśmy w naszej Pandzie
wprost do portu.Ale o tym potem.Dzisiejsza samochodowa eskapada
była niestety już ostatnią, sądziliśmy bowiem , że trzy dni
w zupełności wystarczy na "objechanie "wyspy, dlatego też samochód
wypożyczyliśmy właśnie tylko na ten okres czasu.
Całkowity koszt wypożyczenia auta to kwota 75 euro,
plus oczywiście benzyna, której cena za litr
jest zbieżna z ceną w Polsce.
Nigdy nie korzystamy z wycieczek fakultatywnych,
wolimy chodzić swoimi ścieżkami z przewodnikiem w ręku.
Przed przyjazdem na wyspę, zaopatrzyliśmy się w książeczkę
wydaną przez Baedekera z dokładną mapą drogową,
więc mniej więcej wiedzieliśmy, gdzie i co chcemy zobaczyć.
Jeśli więc jest się choć odrobinę zaradnym ,
to warto skorzystać z takiej formy poznania kraju.
BINISSALEM
Mając świadomość, że to już ostatni raz :)zaraz po śniadaniu
pakujemy "bety" i tniemy z Arenalu na Inca,omijając bokiem Palmę.
Jadąc tą trasą można zwiedzić po drodze kilka uroczych miasteczek
-Santa Maria, czy też Binissalem znane przede wszystkim
z produkcji wina,rocznie około 500 tys.litrów.
Trunki z tej okolicy , jako pierwsze spoza centralnej części kraju,
uzyskały certyfikat jakości DOC.Wino to trunek,
który jest bliski mojemu usposobieniu.Szczególnie czerwone wytrawne lub pół-.

JOSE L. FERRER CRIANZA -to własnie wino produkowane jest tu w Binissalem,można je też kupić w internecie,co prawda dla emeryta
cena 79 zł to spory wydatek, ale na specjalne okazje warto ,
bo cudownie pachnie dojrzałymi owocami oraz liśćmi cytrusów.Te z numerem 2, bagatela , cena 129 zł, więc mogę tylko popatrzeć
i uwierzyć w zapewnienia sprzedawcy, że wino JOSE L. FERRER RESERVA 2004posiada aromat amerykańskiego dębu i miesza się z dojrzałymi owocami,
wanilią oraz kokosem.Założycielem firmy był Jose Louis Ferrer.
Winnica powstała na Majorce w latach 30tych XX wieku.
Były to ciężkie czasy dla winiarzy gdyż duża część winnic
została zniszczona przez owada szkodnika, a niedługo później wybuchła wojna.
Dopiero boom turystyczny z lat 60-tych XX pomógł Jose Louisowi rozwinać skrzydła.Bodega oparta jest na tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
Rzut beretem od Binissalem jest trzecie co do wielkości
miasto Majorki(23 tysiące ludności)i główny ośrodek przemysłu skórzanego.
INCA
po kliknięciu w zdęcie otworzy się w większym formacie
 Nazwa miasta prawdopodobnie pochodzi od słowa hincan,
oznaczającego górski grzbiet.Pod koniec XIX w.stała się znaczącym miastem
przemysłowym.Zostawiamy samochód tuż obok klasztoru św.Franciszka,
założonego w pierwszej połowie XIV w.Tuż obok, na dziedzińcu mieści się szkoła, więc kusi wilka do lasu,zaglądam przez okratowane okno do środka i widzę drzwi do klasy,w której właśnie trwa lekcja.Wrzesień, szkoła...


 Przy głównym placu wznosi się kościół Església de Santa Maria d’Inca
zbudowany na początku XVIII w. w miejscu dawnego kościoła średniowiecznego.
Charakterystyczna wysoka dzwonnica jest najstarszym elementem świątyni
z przełomu XVI i XVII w.Widoczny zegar słoneczny




 Wąskimi uliczkami zbliżamy się do centrum .Sercem miasta jest Plaça Santa Maria wraz z prowadzącą tu pieszą ulicą Carrer Major łączącą główny plac z pobliskim Plaça d’Espanya, przy którym mieści się ratusz. Jak widać na załączonym obrazku, w remoncie.


 Przy placu życie toczy się przede wszystkim w kawiarnianych ogródkach
z filiżanką aromatycznej kawy z mlekiem i obowiązkową gazetą z najnowszymi wiadomościami.Hiszpanie chętnie bowiem i z zaangażowaniem dyskutują,
cierpliwie słuchają i próbują przekonać innych o słuszności swoich poglądów.W ogóle Hiszpanie traktują bar, restauracje czy kawiarnie jak swoje mieszkanie.Chętnie i często zapraszają gości na spotkanie,ale nie do domu lecz proszą o przyjście własnie tu.Przeważnie nie siedzi się długo w jednym lokalu,lecz odwiedza kolejny tuż obok.Nowa osoba, która przychodzi z którymś ze stałych bywalców , bardzo szybko integruje się z resztą towarzystwa, dotyczy to również obcokrajowców, jednak na dłuższą przyjaźń nie ma co liczyć, zwłaszcza
jeśli na pożegnanie słyszy się zdawkowe"zadzwoń kiedyś".Tylko my Słowianiepotrafimy być gościnni."Gość w dom, Bóg w dom."
 Ale , ale, zapomniałam napisać, po co tak naprawdę przyjechaliśmy do Inca.
Liczyliśmy na skórzane łowy, mąż kurtkę, ja buty.Inca to przecież największe centrum szewstwa i produkcji wyrobów skórzanych.Trzeba jednak było tu przyjechać w czwartkowy dzień targowy, kiedy to ulice centrum miasta zapełniają się kolorowymi straganami z rzemiosłem.Dzisiaj okoliczne sklepy z wyrobami skórzanymi oferowały wyroby po bardzo wygórowanych cenach, nie na kieszeń polskiego turysty.Kręcimy się trochę po bocznych uliczkach, ale że przed nami długa droga, więc szef, czyli ja, zarządzam odwrót :)
Jeszcze łapię w obiektyw mojej blondynki(Niccon za 299 złocisza)
kilka okolicznych domów i dalej w drogę

 Gdyby to był listopad,to załapalibyśmy się na słynne jesienne święto
las Ferias de Inca, którego tradycje sięgają średniowiecza.Odbywa się ono na początku listopada.Punktem kulminacyjnym jest wielki targ rzemiosła i fiesta el Dijous Bo.W tym czasie odbywa się szereg imprez kulturalnych i tradycyjnych,
m.in. tańce gigantów Gigantes – figur – lalek z drewna i kartonu,mierzących ponad 4 m, poruszanych przez aktorów na szczudłach.Giganty uosabiają postaci historyczne i przedstawicieli różnych kast społeczności lokalnej z dawnych czasów.Można zobaczyć sułtana arabskiego, króla Majorki, arystokratów, rycerzy, rolników i rzemieślników.
CAMPANET
Szef okazał się ze mnie taki , jak z przysłowiowej d... trąba i zamiast kierować się z autostrady na Selvę, wylądowaliśmy w Campanet,jak burza przejeżdżając przez tę liczącą 2300 osób sielską wioskę,malowniczo położoną na wzgórzu.Trzy razy pstryk przez otwarte okno i pueblo, które kusi wyrobami z plecionki oraz szkła, zostało w tyle,robimy w tył zwrot i przed nami rozpościera się ,położona u stóp Serra Tramuntana, mała romantyczna wioska Selva.


SELVA
Początki tej wioski sięgają czasów rzymskich.Wówczas osada nosiła nazwę Silva czyli las.Dzisiaj Selva słynie z wyrobów rzemieślniczych i artystycznych( ze skóry i ceramicznych)a także oliwy z oliwek.W centrum wsi monumentalny kościół parafialny,do którego prowadzą otoczone ogromnymi cyprysami schody.
Pierwotnie schody wiodły do kaplicy św.Laurentiusa ,poświęconej ,
strach pomyśleć, w 1248 r.Kamień węgielny pod budowę dzisiejszej świątyni
położył w 1301 r. Biskup Majorki.Był to jeden z nielicznych kościołów, który był otwarty.Nie chciałam zakłócać spokoju modlących się , więc tylko ukradkiem jedno zdjęcie...
wpadamy do jedynego otwartego sklepu z wyrobami rzemieślniczymi,
jak na złość moja blondynka strajkuje i zdjęcia deczko niewyraźne.Wzrok jednak przyciąga to , co tygrysy a raczej podlotki pod sześćdziesiątkę
lubią najbardziej i skarbnik wycieczki inwestuje w butelkę regionalnego tinto








 Pogoda wyraźnie nie zamierza nas rozpieszczać, choć widok ze szczytu
kościelnych schodów na osadę kusi


 Wyjeżdżamy z Selvy, kierując się do Lluc
(różowa strzałka )









wszystkie zdjęcia własne


Zainteresowanych dalszą podróżą proszę o "zjechanie myszką"
na sam dół, po prawej stronie informacja "starszy post",
w którym opisałam nasze rendez-vous po tej niezwykłej wyspie.

2 komentarze:

  1. świetny reportaż, jakby tam się było, dziękuję , pozdrawiam i swój ślad zostawiam
    też podróżnik
    Chris

    OdpowiedzUsuń
  2. widzę , że "odnowiłaś " post, ostanio wszystkie zdjęcia zniknęły, tym bardziej podziwiam i dziękuję : Marta

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Będzie mi miło przeczytać Twoją opinię w temacie publikowanego postu.. Możesz to zrobić jako osoba zalogowana lub wybierając z rozwijanej listy opcję ANONIMOWY