filmy

O mnie

Moje zdjęcie
Orzesze, Śląsk, Poland
Życie jest cudowną drogą,której piękna nie może przysłonić nawet największa klęska.Cudowność tej drogi wynika z tego,że krzyżuje się ona z innymi. Innymi drogami innych ludzi.Dlatego najpiękniejsze są te skrzyżowania...Jestem psychologiem ,stypendystką ZUS-u , ale nadal aktywną zawodowo.Kocham podróże,podczas których najbardziej fascynują mnie inni ludzie. Moja muzyczna fascynacja od zawsze -Ewa Demarczyk, Cesaria Evora, bez nich byłabym innym człowiekiem. Fotografuję kapliczki, gdziekolwiek jestem...święci, tradycja, splatana z przyrodą , to też moje widzenie świata. Nie martwię się czasem, albowiem - jak pisała Agnieszka Osiecka - młodość może nas jeszcze dopaść, jak katar kataryniarzy a mnie dopadła w dobrym momencie, dlatego wciąż mi się wydaje ,że jeszcze wszystko przede mną...

sobota, 19 października 2013

Skuterem po Krecie -dzień pierwszy.cz.V- Moni Preveli i wąwóz Kourtaliotiko

Za wąwozem Kotsifou , od głównej drogi odchodzi boczna , która pnie się do tradycyjnej górskiej wioski Mirthios, położonej malowniczo na stokach gór Kouroupa, kilka km od południowego wybrzeża.

w celu powiększenia zdjęć wystarczy kliknąć na nie-relacja z siodełka motoru:)


 Wioska ma labirynt brukowanych uliczek i schodków , stare domy i maleńkie tawerny specjalizujące się w kuchni kreteńskiej.



 Niestety, nie możemy pozwolić sobie na zwiedzenie wioski, zbliża się wieczór, do domu daleko, a przed nami jeszcze klasztor Preveli, więc mijamy kolejną wieś Mariou, z siodełka naszego mopa, kolejne zdjęcia





































Opuszczony stary klasztor Kato Moni Preveli. Pozostały tylko ruiny. Są doskonale widoczne z głównej drogi. Monastyr Kato Moni Preveli powstał w XV wieku, a w XVII wieku kreteńscy mnisi przenieśli się 4 km poniżej, chcąc być bliżej morza Libijskiego z widokiem na wyspę Gavdos, która to jest najbardziej wysuniętą na południe , zamieszkałą część Europy.
zdjęcia z siodełka motoru, stąd jakość byle jaka :)
widoczny kościół św.Jana Chrzciciela






Wreszcie docieramy do klasztoru , wstęp 2,5 ero.Istotną  datą dla klasztoru jest dzień   8 maja kiedy to obchodzi się święto patrona patrona tego kościoła Jana Teologa.Pisząc ten post, posiłkuję się wiadomościami z przewodnika Pascala -"Kreta i Santorini".
Przez wieki istnienia monastyr zapisał się jako ośrodek kulturalny i duchowy a przede wszystkim, jako ognisko ruchu oporu przeciw okupantom.Najsłynniejszym epizodem w dziejach klasztoru, były wydarzenia z 1941 r.Po przegranej bitwie o Kretę opat Agathonos ukrywał w klasztorze alianckich żołnierzy a następnie zakonnicy pomagali w ich ewakuacji z palmowej plaży.W odwecie hitlerowcy zniszczyli Dolny Monastyr a Górny splądrowali.


















W muzeum klasztornym są przechowywane cenne ikony, między innymi św.Jana Ewangelisty z XIII w. czy Chrystusa Króla z 1750 i inne przedmioty.Niektóre, jak cudowny XVIII wieczny krucyfiks zrabowany przez hitlerowców , cudem powróciły do klasztoru.
 Nie wolno było fotografować, nawet bez fleszu, więc nieświadomi zrobiliśmy tylko to jedno zdjęcie. 









Z okazji 60 rocznicy bitwy o Kretę na skalnym tarasie przy monastyrze, odsłonięto pomnik.Obok marmurowego obelisku widnieją brązowe postaci alianckiego żołnierza i zakonnika z karabinem.







 








W drodze powrotnej , niedaleko klasztoru mijamy XIX wieczny most nad rzeką  Megalou Potamou.Niestety, nie udało mi się sfotografować taniec gęsi, które skusiły jak widać pana, robiącego im zdjęcia.

Gdybyśmy wiedzieli co nas za chwilę czeka, myślę, że być może nadrobilibyśmy kilka kilometrów, by ominąć kolejny  wąwóz wiatrów-wąwóz Kourtaliotiko. Nazwa wąwozu wywodzi się od słowa kourtala-klaskanie w ręce(miejscowy dialekt).Słychać wyraźny pogłos, jakby ktoś głośno klaskał w dłonie.Oj działo się działo, nasz motor, choć pojemność 150 dcl, tańczył na stromej szosie jak baletnica.Zdjęć niewiele, bo nie mogłam utrzymać aparatu w ręce.Tak silne podmuchy wiatru, że canion Kotsifou to przedszkolaczek przy sile tego wiatru.
 zdjęcia fatalne, nie mogłam utrzymać aparatu, wklejona zresztą w kierowcę, by , mimo słusznej wagi, nie spaść z siodła.









 Teraz jak wspominam tę niesamowitą przeprawę przez wąwozy, sądzę, że powtórzyłabym przygodę raz jeszcze.Tyle emocji dostarczyła nam jazda, oprócz nas na drodze ani jednego skutera, mijały nas pojedyńcze sztuki aut z wypożyczalni.

Po 20 docieramy do Sfakaki.Był to niezwykle emocjonujący "pierwszy raz".Jutro dzień drugi.Czas wytyczyć trasę.Szkoda, że motor nie ma licznika kilometrów, przypuszczam, że przejechaliśmy lekko 200 km.Z północy na południe wyspy, od Morza Kreteńskiego po Morze Libijskie.Ahoj przygodo!!!

3 komentarze:

  1. Też się wybieramy na Kretę. Mam nadzieję, że już niedługo nam się uda polecieć. Jak widzę, skuter to najbardziej idealny środek transportu. Można zjechać wyspę wzdłuż i wszerz. Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Karolino, najpiękniej wyspa wygląda w maju, warto wtedy polecieć i koniecznie zwiedzać ją na skuterze.Ale , bez względu na wagę pasażerów, lepiej na skuterze o większej pojemności silnika, bowiem wzniesienia są pokaźne.Zatem życzę powodzenia na tej jednej z najpiękniejszych wysp greckich.

      Usuń
  2. Piękne miejsca, połączenie rudej ziemi i szafirowego morza wspaniałe! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Będzie mi miło przeczytać Twoją opinię w temacie publikowanego postu.. Możesz to zrobić jako osoba zalogowana lub wybierając z rozwijanej listy opcję ANONIMOWY