filmy

O mnie

Moje zdjęcie
Życie jest cudowną drogą,której piękna nie może przysłonić nawet największa klęska.Cudowność tej drogi wynika z tego,że krzyżuje się ona z innymi. Innymi drogami innych ludzi.Dlatego najpiękniejsze są te skrzyżowania...Jestem psychologiem ,stypendystką ZUS-u .Kocham podróże,podczas których najbardziej fascynują mnie inni ludzie.Moja muzyczna fascynacja od zawsze -Ewa Demarczyk, Cesaria Evora, bez nich byłabym innym człowiekiem. Fotografuję kapliczki, gdziekolwiek jestem...święci, tradycja, splatana z przyrodą , to też moje widzenie świata.Nie martwię się czasem,albowiem - jak pisała Agnieszka Osiecka- młodość może nas jeszcze dopaść, jak katar kataryniarzy a mnie dopadła w dobrym momencie, dlatego wciąż mi się wydaje ,że jeszcze wszystko przede mną...

niedziela, 16 stycznia 2011

Cap de Formentor-Alcudia-Can Picaford-Petra-Villafranca de Bonany -Sant Jordi-Palma-Arenal

CAP DE FORMENTOR
Z sanktuarium w Lluc pniemy się naszą Pandą coraz wyżej ,
do najbardziej wysuniętego na północ fragmentu wyspy,skąd przy dobrej pogodzie można ponoć ujrzeć Minorkę-to półwysep Formentor, przez wielu uznawany za najpiękniejszy zakątek wyspy.Szosą do Pollency emocjonująca,nie powiem,mijamy miasteczkoi widokową drogą z Pollença do przylądka Cap de Formentor,wspinamy się ostrożnie






 made in Gabi:)
klik

Szczególnie bajkowy pejzaż – widać stąd skalisty,niemal pionowy kraniec półwyspu z latarnią morską,wcinający się w szmaragdową toń morza.Fałszywy Krok "Mirador de Mal Pas".

 Widoki stromych klifów schodzących do morza i dzikiej przyrody wokoło są urzekające.Tu słowa są zbyteczne.
























Z drugiej strony punktu widokowego znajduje się stroma droga,
prowadząca do wieży strażniczej "Talaia d'Albercutx",skąd rozpościerają się z kolei widoki na południowy brzeg wyspy.Podjeżdżamy samochodem pod przedostatni punkt widokowy i dalej już pieszo, bo zarówno droga jak i widoki przyprawiają o zawrót głowy.






 w oddali zatoka Alcudia

pańcia w klapkach na obcasie dotarła i wbrew wszelkim przepowiedniom,
nóżki nie złamała.Zdążyłam jeszcze wykrzyczeć w tę niesamowitą przestrzeń, nie wiedzieć czemu ,Vive la Pologne, zamiast przyzwoicie, niech żyje Polska, ale był to protest ,bo wokół mnie,na każdym kroku, nawet tu , na krańcu Majorki, słyszałam niemiecki język.Przede mną, za mną, obok, wszędzie Niemcy





Zaczyna intensywnie padać, schodzimy do auta i w deszczu,niezwykle kręta drogą ,ostrożnie zjeżdżamy do zatok Alcudia, przejeżdżamy przez miasto, niezatrzymując się. Przymusowy postój nieoczekiwanie w Can Picafort.Rzęsista ulewa, połączona chyba z oberwaniem chmury, powoduje,że nasze auto zaczyna dryfować po szosie ku portowi.Zatkane studzienki wylewają hektolitry wody.Chronimy się na parkingu sklepu Mercadona i próbujemy przeczekać najgorsze.




PETRA
Przestaje intensywnie padać, mogę nawet śmiało powiedzieć,
że w pogodzie nastąpiła diametralna poprawa :)
docieramy przez wioski i miasteczka do Petry.
Mieliśmy tu zaplanowany dłuższy postój, niestety,
skończyło się na tym, że boso (nogi balony po obcasikach)
wyskoczyłam przed kościołem i kolejne dwa pstryki .
Wielka szkoda, bo miasteczko warte zwiedzenia ,
znane z produkcji wina oraz jako miejsce urodzenia
misjonarza franciszkanina Junípero Serry, który w XVIII w.
zakładał pierwsze misje w Kalifornii i Meksyku.

"Brat Junipero Serra niezmordowany robotnik winnicy Pańskiej,
czcigodny ojciec zakonu, urodził się o godzinie pierwszej nad ranem
24 listopada 1713 roku w mieście Petra na wyspie Majorce.
Jego rodzicami byli Antonio Serra i Margarita Ferrer,
skromni, pokorni i cnotliwi robotnicy , prowadzący wzorowe życie..."

Tak rozpoczyna się biografia mężczyzny ,któremu istnienie zawdzięcza metropolia San Francisco.W miejscu, w którym urodził się mnich, przy pieszej uliczce
Carrer Barracar (albo Carrer de Fra Juníper Serra) urządzono muzeum .
Obok w uliczce stoją oprawione ozdobnymi ramami z kutego żelaza,
malowane na ceramice obrazki z życia księdza i miejsc jego poszczególnych misji.
Mnich walczył o prawa dla Indian amerykańskich, bronił ich
przed hiszpańskimi żółnierzami i poprawiał warunki ich życia,
ucząc wydajniejszych metod uprawy ziemi i hodowli zwierząt.
Brat Junipero Serra zmarł 28 sierpnia 1984 r. i został pochowany w Monterey.
25 września 1988 r. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym.
Opodal wznosi się XVII wieczny klasztor i kościół Convent de Sant Bernadí.
Największą świątynią dominującą w krajobrazie miasteczkajest kościół parafialny Església de Sant Pere wybudowany w XVI i XVII w.Jego bryła reprezentuje styl gotycki.

 Następny przystanek to Villafranca de Bonany

Rolnicze miasteczko słynie z uprawy melonów i arbuzów.
Przy Plaça Major w środy (8.00–13.00) odbywa się kolorowy i spektakularny tradycyjny targ żywności. Stragany dekorują sznury papryczek, pomidorów i czosnku. Można kupić majorkański ser i kiełbasę sobrassada.We wrześniu, w drugą niedzielę miesiąca organizowane jest święto melonów,które sa najlepsze na wyspie.Paletę żółtych melonów uzupełniają świeże niebieskie lub zielone figi i winogrona.Miasteczko słynie też z cegielni i ręcznie robionych pięknych haftów. Wypadam z "moją blondynką" na bosaka z samochodu , przede mną bryła kościoła parafialnego Santa Barbara, który został zbudowany w kilku etapach: w latach 1731-38 postawiono przednią część,później wieżę a nawę poprzeczną i absydę dodano dopiero w 1935-41.




Zrobiło się już bardzo późno, do domu kawał drogi, więc kierunek Arenal

Wieczorem na naszym balkonie powtórka z rozrywki,wszak trzeba podzielić się wrażeniami, a najlepiej przy butelce czerwonego wytrawnego :)



Zainteresowanych dalszą podróżą proszę o "zjechanie myszką"
na sam dół, po prawej stronie informacja "starszy post",
w którym opisałam nasze rendez-vous po tej niezwykłej wyspie.

czwartek, 13 stycznia 2011

Każdy ma swoje okno na świat -Baleary 2010

Zawsze fascynowały mnie okna domów.Mówi się, że oko jest zwierciadłem czy też oknem duszy.Czy zaglądając w okno domu, można dostrzec jego duszę?Duszę jego mieszkańców, ten nieznany zaczarowany świat...Zawsze, czy to w maleńkiej wiosce gdzieś daleko na jednej z greckich wysp, czy teraz błądząc po majorkańskich pueblach, zawsze patrzę w okna.Są okna smutne, są radosne, tak jak ich właściciele.Są szeroko otwarte na oścież, półprzymknięte, zamknięte na przysłowiowe cztery spusty,takie, które nie chcą oglądać tętniącego za nimi życia.Wreszcie są okna, za którymi już nikt nie zamieszka...

film made in Gabi:)
klik


po kliknięciu na zdjęcie otworzy się w dużym rozmiarze :)















Zainteresowanych dalszą podróżą proszę o "zjechanie myszką"
na sam dół, po prawej stronie informacja "starszy post",
w którym opisałam nasze rendez-vous po tej niezwykłej wyspie.