filmy

O mnie

Moje zdjęcie
Życie jest cudowną drogą,której piękna nie może przysłonić nawet największa klęska.Cudowność tej drogi wynika z tego,że krzyżuje się ona z innymi. Innymi drogami innych ludzi.Dlatego najpiękniejsze są te skrzyżowania...Jestem psychologiem ,stypendystką ZUS-u .Kocham podróże,podczas których najbardziej fascynują mnie inni ludzie.Moja muzyczna fascynacja od zawsze -Ewa Demarczyk, Cesaria Evora, bez nich byłabym innym człowiekiem. Fotografuję kapliczki, gdziekolwiek jestem...święci, tradycja, splatana z przyrodą , to też moje widzenie świata.Nie martwię się czasem,albowiem - jak pisała Agnieszka Osiecka- młodość może nas jeszcze dopaść, jak katar kataryniarzy a mnie dopadła w dobrym momencie, dlatego wciąż mi się wydaje ,że jeszcze wszystko przede mną...

środa, 22 października 2014

Korfu 2014-jaja (babcia) na greckiej wsi i Andreas Kalvos.Odcinek 5

Powoli wszystko odchodzi w zapomnienie.Ludzie, domy ,w których już nikt nie zamieszka i  nie słyszy się tętniącego w nich życia...Pozostają wspomnienia, ot choćby takie...Ranek , dwunastego kwietnia wita mnie słońcem.Kapryśne Korfu, niczym męskie libido.Co począć w taki obiecujący dzień.Wyruszam ze swoją "blondynką" (czyt.aparat fot) w boczne uliczki i usiłuję utrwalić piękno domów, które zabierze czas. Pewnie już niedługo, patrząc na stan niektórych .
 po kliknięciu na Zdjęcie otworzy sie w duzym formacie
Dziś będzie o dwóch domach, na których "zawisło" moje oko.Pierwszy to dom, albo raczej jego pozostałości ,jednego z największych greckich poetów   Andreasa  Kalvousa (1792 - 1869).
(poeta, piszący także po włosku. Przedstawiciel szkoły jońskiej. 
Drugi po Dionizjosie Solomosie (piewca powstania greckiego).

Mieszkał  tu wiele lat .Obfociłam domostwo ze wszystkich stron, 
by zatrzymać choć w kadrze.
Szkoda, że oprócz tablicy z 1970 r, informującej,
 że mieszkał tu poeta,nie zadbano  o to miejsce popadające w ruinę.Sądzę , że mieszkańcy nie zdają sobie sprawy, kto zacz ten Andreas Kalvos.
po kliknięciu na zdjęcie otworzy się w dużym formacie





tuż obok pozostała część domostwa.
 Próbowano dobudowy, ale chyba na tym poprzestano...Przez prawie dwa miesiące zaglądałam tu codziennie i nie napotkałam żywej duszy

 













Na tym cmentarzu przy kościele  św .Małgorzaty 
w Kentigkton koło Louth,
został pochowany Andreas Kalvos.

W 1960 roku szczątki jego i jego  żony Charlotty , 
dzięki staraniom greckiego ambasadora w Londynie, zostały ekshumowane i przewiezione na Zakhyntos, wyspę na której się urodził.Po prawie 100 latach powrócił do siebie.
.
Jest  tu też mauzoleum  poświęcone poecie i Dionizjosowi Solomosowi
(jego sentencja-"Kochaj, żeby żyć i żyj, żeby kochać"), 
drugiemu z wielkich  , twórcy poematu "Hymn do wolności",który w 1864 stał się greckim hymnem narodowym.
szczątki jego i żony w mauzoleum
Wróćmy z powrotem  do Peroulades 
Ten dom  zachwycił mnie szczególnie, ilekroć szłam przez wieś, przyciągał mnie do siebie jak magnes, musiałam tu zajrzeć .Kiedyś tętnił życiem, a teraz zamarły, nadal wabi swoją tajemnicą.Tu jak na dłoni widać upływający czas.Chciałam go zatrzymać, choć przez chwilę na tych zdjęciach.Jeśli ktoś wybierze się na Korfu, koniecznie musicie zajrzeć to tej starej wioski, rozkwitłej w średniowieczu, oszczędzonej przez piratów.














Do następnego spotkania J




niedziela, 19 października 2014

Korfu 2014-jaja (babcia) na greckiej wsi (11 kwietnia ) w Peroulades.Odcinek 4

Następny  dzień , przed południem , mimo kolejnej  nieprzespanej zimnej nocy,  rzuciłam się z aparatem na wszystkie domostwa w jednej z uliczek. Jak się potem na szczęście okazało , było jeszcze co fotografować , bo mój szlak zaprowadził mnie w boczną drogę. Wieś urokliwa, kolorowa, ale też pełna zrujnowanych domostw, w których dawno zamarło życie. Takie klimaty lubię najbardziej. Nazwa wsi pochodzi ponoć od peruk, które to stanowiły nakrycie głowy weneckiej szlachty, osiadłej swego czasu we wsi..Gdzie są jednak  Grecy? Czemu nie tętni muzyka, cisza jak makiem zasiał, słychać tylko zewsząd pianie kogutów, gdakanie kur i gulgotanie pultoków ((indyków).Chodzę kilka godzin po wsi i nic…
Stały punkt programu-pierwsze kroki na klif i jazda na wieś.

Po kliknięciu na zdjęcie otworzy się w dużym formacie





















piękna dziewietnastowieczna willa w ogrodzie
Villa de Loulia












.


.

















 

Za to mam niesłychane powodzenie u miejscowych kundelków , co rusz to jakiś marzy o nawiązaniu bliskiego kontaktu ze mną. Jeden nawet aż za bardzo. Drę się w niebogłosy HELP!!!, patrząc na wystające kły pieseczka sporych rozmiarów. Na szczęście z domku wynurza się starszy pan, wiekowo wyjątkowo mi pasuje ;), rzuca pieskowi komendę a mnie  pyta skąd jestem.
 "Poloneza Gabriela „ , grzecznie się przedstawiam i nagle pan jak mnie nie łupnie w ramię, „Poloneza aj law ju.  Andreas” pokazuje na siebie. „Elinas”(czyli Grek) , próbuję pochwalić się znajomością greckiego, ale pan już nie słyszy i znowu próbuje nawiązać ze mną bliższy kontakt, tym razem dostaję się moim plecom. Uch , jakie serdeczne spotkanie  polsko-greckie. O tym właśnie marzyłam J
Idę w kierunku jednego z trzech kościółków jakie są w wiosce, cisza, już po mszy, niestety , chyba nie zdążyłam.Może po południu? Okazuje się , że po południu mszy nie ma, kościoły pozamykane, to niestety nie Kreta…

.
Mijam zamkniętą tawernę , dziś niedziela, pewnie wszyscy odpoczywają w domu, po porannych, trwających dwie godziny modłach.
Jeszcze chwilę słońca w moim ulubionym kąciku 
na tyłach kościółka , |













Po drodze spotykam Antonia pamiętającego czasy wojny japońskiej, rodowitego Perouladeńczyka. Wymieniamy pozdrowienia jassas, jasu i do zobaczenia , z pewnością jutro na klifie. No bo gdzież możemy się ponownie spotkać jak nie tam?
Docieram do domu i słyszę ...?Nastawiam aparat na "film" i dosłownie w ostatnim momencie nagrywam

a tu samochód-sklep , w którym sprzedawano obuwie. Na każdą stopę, niestety nie na moją ,35/36 numeru próżno szukać :(
Uciekam do łóżka , marząc, by jutro zrobiło się cieplej, przecież jestem  w Grecji !10 stopni   o tej porze roku  to tylko w środkowej Europie a nie tu , nad morzem jońskim, a tymczasem mąż na skypie informuje mnie, że u nich słonecznie, 20 stopni, 
a niech to "szlag i jasny gwint "